Czasem najlepszy reportaż zaczyna się od zwykłego spaceru
Nie wszystkie historie planuje się z wyprzedzeniem.
Niektóre po prostu dzieją się obok nas.
Tak było podczas spaceru z Juliuszem – najmłodszym Włóczykijem. Chwilę później nad Rybnikiem pojawił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który lądował na lądowisku Szpitala Wojewódzkiego nr 3, transportując pacjenta wymagającego pilnej pomocy.
To moment, który zawsze budzi emocje. Charakterystyczny dźwięk wirników, precyzyjne lądowanie i świadomość, że za każdym takim lotem kryje się czyjaś historia oraz ogromna odpowiedzialność ratowników, pilotów i personelu medycznego.
Po zakończonej akcji na lądowisku zrobiło się spokojniej. Była chwila, by spojrzeć na śmigłowiec już z innej perspektywy. Obok niego stanął Juliusz, z zainteresowaniem obserwując maszynę, która jeszcze przed momentem uczestniczyła w walce o ludzkie życie.
To właśnie za takie chwile lubię fotografię reportażową. Nie zawsze trzeba jechać na wielkie wydarzenie. Czasem wystarczy być we właściwym miejscu o właściwym czasie i mieć aparat pod ręką.
📍 Za kadrem
Jako ratownik medyczny dobrze wiem, co oznacza dźwięk nadlatującego śmigłowca LPR. Tym razem jednak patrzyłem na tę sytuację przez wizjer aparatu, a obok mnie stał Juliusz. To był moment, w którym połączyły się dwie moje pasje – ratownictwo i fotografia. I właśnie takie historie chcę pokazywać na Rybnickich Włóczykijach.
Dziękuję, że wędrujesz razem z Rybnickimi Włóczykijami. 🚶📸